• blog.pozaschemat@gmail.com
Z tradycją w nowoczesność ?

Z tradycją w nowoczesność ?

Ostatnia decyzja papieża Franciszka odnośnie sprawowania Mszy świętej w formie przedsoborowej wywołała falę dyskusji w Kościele, dlatego i ja chciałbym dać ujście swoim przemyśleniom.

Przede wszystkim taka Msza może wciąż być sprawowana. Nie zostało to zakazane, a jedynie mocno uporządkowane. Ta decyzja nie była również pochopna, ponieważ poprzedziły ją liczne konsultacje z episkopatami oraz badania jak w różnych diecezjach na świecie wygląda sytuacja celebrowania tzw. Mszy trydenckich. I najwyraźniej tworzyło to atmosferę, która nie dąży do jedności. Obserwując od jakiegoś czasu to napięcie, można dojść do wniosku, że dość powszechne jest wśród zwolenników takiej celebracji myślenie kategoriami dyskredytowania wartości obowiązującej formy Mszy, obsesji na punkcie liturgii i tradycji, ciągłego doszukiwania się herezji czy “szatańskich” wpływów oraz takiego poczucia, że ci, którzy chodzą na Mszę trydencką są prawdziwymi katolikami. I oczywiście, są to przykłady raczej internetowych hejterów, którzy nie reprezentują oficjalnie środowisk Tradycji Łacińskiej. Rzecz w tym, że te środowiska jak do tej pory nie odcięły się od takich niechrześcijańskich wypowiedzi. Z pewnością ten problem nie dotyczy jedynie świeckich, ale również duchownych, którzy tak bardzo przywiązani do Tradycji nie widzą (lub nie chcą widzieć) innych przestrzeni do wypełniania swojego powołania i zamykają się na wiele z wymiarów życia Kościoła.

Nie twierdzę, że przedsoborowa celebracja powinna być bezwzględnie zakazana. Nie ma lepszej czy gorszej Mszy. Kluczowe w tym są jednak nasze myślenie i zachowanie. Jedną z podstawowych idei myślenia o liturgii według Soboru Watykańskiego II jest aktywne i świadome uczestnictwo. Opracowana wtedy forma liturgii poprzez m.in. zrozumiały język oraz mnogość posług, znacząco pomaga w tych aspektach, a wręcz je umożliwia. Natomiast wydaje mi się, że trydencka forma wyraża raczej ideę jasno zhierarchizowanej społeczności kościelnej zamiast wspólnoty oferowanej przez formę współczesną, w której wierni są realnie uczestnikami celebracji, a nie jedynie towarzyszą temu, co się dzieje przy ołtarzu.

To co chcę wyrazić to przede wszystkim to, że zachowanie szacunku do Tradycji nie może oznacza zamykania się w niej. To czego nam jako całej wspólnocie wierzących potrzeba to więcej Słowa, wychodzenia z Nim do ludzi i przede wszystkim świadectwa życia i radosnej wiary, która pociąga, a nie odpycha. Dlatego byłoby świetnie, gdyby niewierzący mogli w nas zobaczyć świadków Ewangelii, a nie surowych strażników liturgii i doktryn. O ile w kwestiach historycznych i teologicznych wiedzę mam ograniczoną, o tyle wiem, że najpierw trzeba pokazać Jezusa i Jego Ewangelię. Dopiero później przychodzi czas na katechizmy, dogmaty, zasady moralne, liturgię.

Jedną z podstawowych cech Kościoła według Jezusa (przynajmniej tak ja to rozumiem) jest ciągła gotowość do uczenia się, do nieustannego odnawiania, żeby niektóre rzeczy zrozumieć lepiej lub żeby je zrozumieć w zupełnie innym świetle. Myślę, że Franciszek jest osobą, która doskonale to rozumie. Nie boi się podejmować właściwych, nieraz trudnych decyzji i nie zapomina przy tym o tych, którzy myślą inaczej niż on. Oby tej odwagi mu nie brakowało i oby nam pasterzował jak najdłużej.

0