• blog.pozaschemat@gmail.com
Miłość zginająca kolana

Miłość zginająca kolana

Niedziela Miłosierdzia jest jedną z moich ulubionych (jeśli można tak powiedzieć) niedziel. Bo podczas niej przypomina mi się, jak niesamowita jest Boża Miłość. Jakże nieraz inna od naszych ludzkich oczekiwań.

Zdaje mi się, że często my, katolicy, myśląc o Bożym Miłosierdziu mamy wciąż z tyłu głowy obraz tego surowego Pana Boga – Sędziego, który owszem, kocha, ale ma to swoje granice w postaci naszych grzechów i słabości. Albo odwrotnie. Mamy go za poczciwego dziadka głuchego na krzywdy jakie sobie wyrządzamy i ślepego na nasze grzeszne zachowania.

Natomiast nasz Bóg jest Miłością, która klęka. Miłością służebną. Pamiętacie jak podczas ostatniej wieczerzy Jezus mył uczniom nogi? Ten gest umycia nóg jak dla mnie jest esencją Bożego Miłosierdzia. Jezus kocha klękając przed człowiekiem, by ukazać mu prawdziwą wielkość jego powołania i przywrócić poczucie godności zszargane przez grzech. On, Bóg, klęka przede mną, grzesznym! I nie mówi, że nic się nie stało, ale że WSZYSTKO wybacza. Jednocześnie pokazuje mi prawdziwą perspektywę patrzenia na Niego i na drugiego człowieka. Perspektywę “z dołu”, z pozycji klęczącej. Może właśnie dlatego modlimy się “na klęcząco”. Po to, żeby spojrzeć Bogu prosto w oczy, bo On nieustannie klęczy przede mną.

Prawdziwa Miłość zgina nam kolana, żebyśmy nie patrzyli na drugiego z góry, lecz abyśmy umyli mu nogi, czyli usłużyli mu nie szukając wygód dla siebie. Nie wiem czy ta perspektywa jest kusząca, ale cóż … takiego mamy Boga.

0