• blog.pozaschemat@gmail.com
Katolicyzm bez chrześcijaństwa

Katolicyzm bez chrześcijaństwa

Tytułową frazę zaczerpnąłem od ks. Tomáša Halíka. Była ona częścią przemowy, jaką wygłosił odbierając Medal Świętego Jerzego w Krakowie w 2019 roku. Mówił wtedy w kontekście tego zdania: „Katolicyzm jako system autorytarnego, zdrętwiałego myślenia i postępowania. W którym nie ma żadnej przestrzeni dla wolności Ewangelii. Dla Jezusowej miłości miłosiernej i solidarności z ludźmi żyjącymi na marginesie. Ten katolicyzm jest zupełną odwrotnością prawdziwej katolickości, wspaniałomyślnej, prawdziwie ekumenicznej otwartości i gościnności”.

Wróciły do mnie te słowa, gdy myślę o sytuacji na naszej wschodniej granicy. Nie chcę się tu zagłębiać w polityczny spór, bo nie o tym jest ten blog. Chciałbym natomiast zaznaczyć szersze znaczenie tej sytuacji. Bo to nie jest tylko rywalizacja o kolejne sondażowe słupki. Tu chodzi o rzeczywiste ludzkie dramaty i krzywdy. Tego nikomu chyba nie trzeba udowadniać (pomimo ograniczonych i niekiedy wątpliwych informacji jakie dostajemy).

Nie rozumiem, jak można określać się jako osoba wierząca, katolik, i przedkładać bezpieczeństwo granic (swoją drogą wydaje się, że czasem pokrętnie rozumiane) nad zwykłą ludzką dobroć i miłosierdzie. I tu nie chodzi tylko o chrześcijańskie postępowanie, ale o człowieczeństwo, które przejawia się w elementarnej wrażliwości dla ludzkiej krzywdy. O człowieczeństwo, które dotyczy każdego z nas. Zdjęcia ludzi, w tym dzieci, spychanych i odwożonych do lasu na granicę przypominają mi najgorsze obrazy z lekcji historii, kiedy pokazywano mi jakie rzeczy jeden człowiek może zrobić drugiemu i uczono mnie – słusznie – żeby nigdy więcej do takich rzeczy nie dopuszczać. Jak zawsze życie to weryfikuje i wiele z osób, które tak głośno mówią o poszanowaniu tej historii, swoimi postępowaniami powtarza jej niechlubne błędy.

Od niedzieli trwa w Polsce Tydzień Modlitwy za Uchodźców „Umrzeć z nadziei”. Piękna, potrzebna, ważna inicjatywa. Szczególnie teraz. Ale ta modlitwa nie może być tylko “westchnieniem współczucia” wobec dramatu uchodźców. Ona musi realnie w nas działać, zmieniać nasze myślenie i budować odwagę, żeby tym myśleniem kierować się na co dzień. Żeby postrzeganie migrantów w naszym kraju, które ostatnimi czasy doczekało się niekiedy obrzydliwego i niemoralnego wręcz wyrazu, zmieniało się “oddolnie”. Wierzę, że tylko w taki sposób będziemy mogli pozbyć się tej antykatolickiej, antychrześcijańskiej, a przede wszystkim antyludzkiej twarzy.

0