• blog.pozaschemat@gmail.com
Festiwal pychy

Festiwal pychy

Przyznam szczerze, że nie jestem fanem monumentalnych i przesyconych bogactwem rzeźb, pomników i budowli. Nie dlatego, żebym uważał je wszystkie za brzydkie. Poczucie piękna jest względne, dlatego nie o nim chcę się tutaj wypowiedzieć. Natomiast zawsze widząc wielkie pomniki Chrystusa, Maryi czy świętych zadaję sobie pytanie, czy nie można by wielbić Boga w znacznie skromniejszy lub po prostu inny sposób.

Przede wszystkim, wydaje mi się, że te pieniądze można by wykorzystać dużo lepiej, generując konkretne dobro. Jak? Choćby wspomagając nimi wspólnoty parafialne, a najlepiej ludzi borykających się z różnymi, poważnymi problemami. W każdej parafii przecież są takie osoby i jest ich zapewne więcej niż nam się wydaje. W ostateczności można przekazać te pieniądze fundacjom lub organizacjom, które zajmują się takimi osobami w kompleksowy i profesjonalny sposób. Nie jest ich aż tak mało.

Poza tym, takie monumenty ociekające często złotem są jak dla mnie symbolem tego, jak duży problem mamy w Kościele z pokorą. Tak bardzo chcemy pokazać wielkość naszej wiary, że przeradza się to raczej w festiwal pychy, podczas którego prześcigamy się w konkurencji np. na największy pomnik Chrystusa. I wiem, że teoretycznie wszyscy (lub w większości) wiemy, że nie o to w tym wszystkim chodzi, ale w praktyce wygląda to jak wygląda. Prowadzi to, w mojej opinii, do takiego jedynie “zewnętrznego” myślenia o wierze.

Zdaję sobie sprawę, że wszystko co powyżej napisałem jest mocno subiektywne. I nie traktuję swojego zdania jako uniwersalnej prawdy. Nie jest to też z góry określone i niezmienne stanowisko, przez co staram się być otwartym na inne opinie na ten temat.

Wiem, że będzie to radykalne zdanie, ale osobiście zrezygnowałbym z jakichkolwiek obrazów, rzeźb i pomników w kościołach. Cały wysiłek natomiast włożyłbym w kształtowanie tej “wewnętrznej” i jak dla mnie fundamentalnej strony wiary, czyli żywej wspólnoty opartej na relacji z Panem Bogiem, bo na tym polu mamy bardzo wiele do zrobienia.

Zakończę ten tekst wierszem, który myślę, że nie wymaga komentarza.

Mój Bóg jest głodny
ks. Jan Twardowski

Mój Bóg jest głodny
ma chude ciało i żebra
nie ma pieniędzy
wysokich katedr ze srebra

Nie pomagają mu
długie pieśni i świece
ma pierś zapadłą
nie chce lekarstwa w aptece

Bezradni
rząd ministrowie żandarmi
tylko miłością
mój Bóg się daje nakarmić

0