• blog.pozaschemat@gmail.com
Cisza też może być modlitwą…

Cisza też może być modlitwą…

Uświadamianie sobie “prawd oczywistych” potrafi być jednym z najbardziej odkrywczych doświadczeń człowieka. Wydaje mi się, że przynajmniej z dwóch powodów … Po pierwsze, najczęściej stanowią podstawę określonego myślenia, działania czy ogólnie funkcjonowania, bez której niekiedy niemożliwe jest dokonanie dalszych kroków. Po drugie zaś, mimo swojego fundamentalnego często znaczenia, przez swoją oczywistość traktowane są “po macoszemu”, bez głębszej refleksji, a często i bez uważnego słuchania, które przecież jest kluczem poznania. Odkrywanie głębi w tych z pozoru płytkich sentencjach potrafi być bardzo ożywcze dla własnego myślenia.

Dlaczego tak zacząłem?
Ostatnio po raz drugi obejrzałem film “Boże Ciało” w reżyserii Jana Komasy. Często tak jest, że przeżywając coś ponownie, czy to film czy książka czy nasze osobiste doświadczenia, nasz umysł potrafi dostrzec nowe wątki, które do tej pory stanowiły dla nas jedynie barwne tło lub ciekawy dodatek. Nie inaczej było i tym razem. W scenie, w której główny bohater, grany przez Bartosza Bielenię, głosi swoje pierwsze słowa do wiernych z pozycji ołtarza, po dłuższej chwili milczenia wypowiada zdanie: “Cisza też może być modlitwą…” . Przecież to oczywiste – pomyślałem przy pierwszym seansie. Jednak słuchając tych słów po raz drugi uderzyły mnie one swoją prostotą i – no właśnie – oczywistością.

Skoro przecież modlitwa to rozmowa z Bogiem, czyli jak wierzymy z Osobą, to czy milczenie może nią być? Zdecydowanie tak, a dokładnie jej częścią. W jakim sensie? Gdy z kimś rozmawiamy i nie wypowiadamy żadnych słów oznaczać to może po prostu, że słuchamy co druga strona ma nam do powiedzenia. Ciężko jest prowadzić jakąkolwiek rozmowę gdy podczas mojego (wtedy już) monologu nie zostawiam miejsca dla drugiej osoby. Wtedy jest to coś w rodzaju przemowy lub co najwyżej wykładu. Wydaje się to być dużym problemem w relacjach z Bogiem, gdy odmawiamy pacierz, różaniec, modlitwy o “specjalnej sile rażenia”, a wcale nie czujemy tej rozwijającej się więzi z Nim. I właśnie może to jest rozwiązanie. Żeby stając przed Bogiem czasem zamilknąć. Przestać Go bombardować naszymi modlitwami i starać się go po prostu usłyszeć, a jak się uda to i wysłuchać.

Nie, nie o to chodzi, że znane nam modlitwy są złe lub niepotrzebne. Każdy z nas zna wiele form modlitewnych, od prostych wezwań, przez pacierz, różaniec i litanie, po medytację i kontemplację. Ale myślę, że gdy wielu z nas zrobi sobie w głowie szybki raport z tego jaką formę ma nasza modlitwa to czas na ciche słuchanie Słowa jest co najwyżej znikomym jej wycinkiem.

Czemu to słuchanie jest w ogóle takie ważne? Dlatego, że Bóg to nie urzędnik czy usługodawca. A my w relacji z Nim nie jesteśmy petentami ani usługobiorcami. Aby stworzyć z Nim ogromnie bliską relację pełną miłości nie można zapomnieć o tym, żeby Go nieustannie i coraz głębiej poznawać. Analogia do więzi międzyludzkich jest tutaj bardzo trafna. Nie da się z kimś zaprzyjaźnić nie znając go dobrze wcześniej. Nie wiemy wtedy kto właściwie ma być naszym przyjacielem, jaki jest ten nasz przyjaciel.

Św. Jan Maria Vianney opowiadał o pewnym prostym chłopie z Ars, który przesiadywał w kościele ze wzrokiem utkwionym w Najświętszy Sakrament. Pytany co robi odpowiedział: „Nic, ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”. Nieraz słyszymy, żeby w jakiejś intencji odmówić określoną modlitwę, a ja się zastanawiam czy można w tej intencji posiedzieć przed Bogiem jak ten chłop, np. na adoracji bądź po czytaniu Pisma Świętego, i w ciszy z Nim po prostu być. Bez proszenia, dziękowania, przepraszania. Z otwartym nie tyle umysłem co sercem, które rzeczywiście ma pragnienie pełnienia Bożej woli, a nie wciskania Panu Bogu naszych pragnień, z których niekoniecznie musiałoby wypływać dobro.

Bóg jest Osobą, nie bezosobową siłą sprawczą czy mistyczną “moco-siło-energią”, jak to przewrotnie nazwał kiedyś ojciec Adam Szustak. Wiemy to już od początku szkolnych lub nawet i przedszkolnych katechez. Chrześcijaństwo to przede wszystkim relacja z Nim, dopiero później określona moralność czy światopogląd. Dlatego tak, “cisza może być modlitwą”. Wszystko może być moją modlitwą. Moje zmęczenie, mój stres, moje trudne doświadczenia, moje obawy i nadzieje. Byleby były rzeczywiście MOJE, bo On chce się spotkać ze mną, prawdziwym.

1

1 thought on “Cisza też może być modlitwą…

Comments are closed.